Limoniki: Artystyczne: Paulo Coehlo
Wielbicielka Paulo Coelho
struła się raz wędzoną makrelą.
Z nagła zbladła i padła
w jego rąk dwa imadła,
a on jęknął: O Izabelo!
Wielbicielka Paulo Coelho
struła się raz wędzoną makrelą.
Z nagła zbladła i padła
w jego rąk dwa imadła,
a on jęknął: O Izabelo!

Pewna pani spod La Paz
była zimna niczym głaz
lecz sposoby są na głazy…
(A najlepszy - kilka razy
i nad ranem jeszcze raz…).
Pewien bas, o piątej nad ranem,
postanowił zaśpiewać sopranem,
a że nie miał predyspozycji
zawezwali sąsiedzi policję,
co uwiozła basa w nieznane.
Pewna pani, kto - nie wymienię,
zachłysnęła się zdrowym jedzeniem,
gdy waliły ją dzieci,
licząc że kęs wyleci, wyszeptała:
“Uszlachetnia cierpienie…”
Niepotrzebne skreślić…
Pisuardessa z Zakopanego
nie miała wydać ze złotego,
więc rzekła z nutą obrazy:
A sikaj pan dwa razy!
(Choć klient miał tylko jednego).
Akademik, miłośnik pastrami,
raz popełnił lapsus calami,
lecz z nadmiaru pikantnej cebuli
myślał biedak, że to lapis lazuli.
(Głupi błąd, mówiąc między nami.)
Piere Paolo Passolini
kręcił obraz o wielkiej świni,
a że rola nie była najlepsza
więc ogłosił casting na wieprza…
(Ale przyszły same wieprze mini.)